+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Krakowska Wisła po raz kolejny w tym roku zjechała na Podhale. Wykorzystując przerwę w rozgrywkach (mecz z Niemcami w ramach eliminacji do ME) zagrała z NKP Podhale, na otwarcie nowego boiska piłkarskiego w Nowym Targu i … zremisowała. Po raz pierwszy nie wygrała na Podhalu!
- Kosztował nas ten mecz sporo zdrowia psychicznego. Dość długo utrzymywał się wynik bezbramkowy, a on nas nie satysfakcjonował. Na szczęście udało się zdobyć gola i w dobrych humorach wracamy do domu – powiedział trener NKP, Marek Żołądź.
Od czterech sezonów jest zawodnikiem Sandecji. Przed tegorocznym sezonem został wypożyczony do NKP Podhale, z opcją przedłużenia. W sobotę na boisku spotkał się z byłymi kolegami i nie miał dla nich litości.
Pierwszoplanowa potyczka rozegrana została w Czarnej Górze. Tamtejszy Granit podejmował rabczańskie Wierchy. Oba zespoły poprzedniej kolejce sromotnie poległy.
- Załatwiliśmy sprawę z narzekaniem na boisko – małe, duże, nierówne. Przed tygodniem graliśmy na fajnym placu i nie zagraliśmy dobrze. Nie szukamy już tanich wymówek. Dzisiaj chłopaki odpowiedzieli w odpowiedni sposób – powiedział trener NKP, Marek Żołądź.
Derby z podtekstami – tak można powiedzieć. Przecież wielu piłkarzy obecnie grających w NKP grało w Maniowach. Malo tego, do sukcesów Lubań doprowadzał obecny szkoleniowiec piłkarzy z Nowego Targu, Marek Żołądź.
- Biednemu wiatr w oczy wieje – powiedział trener gości, wchodząc do szatni sędziów. Musiał skreślić z listy podstawowego golkipera i wpisać rezerwowego.
Jedną z mocniejszych osobowości w zespole NKP Podhale Nowy Targ jest Sebastian Świerzbiński. Reżyser gry, odpowiedzialny za stale fragmenty gry. W poprzednim sezonie był najproduktywniejszym graczem - zdobył 43 punkty.
Kiedyś złota seria piłkarzy NKP musiała dobiec końca. Można odnieść się do przysłowia: „nosił wilka razy kilka, ponieśli i wilka”.
Dzisiejsza seria spotkań trzeciej rundy Pucharu Podhala nie przyniosła niespodzianek. Faworyci pewnie wygrywali. Tylko przez moment zapachniało nią w Białym Dunajcu. Szaflary przegrywały 0:1, ale chyba to była podpucha, bo potem zadali przeciwnikowi pięć ciosów.